Człowiek. Stworzenie leniwe. Nieustannie dąży do stanu w którym jego życie będzie wygodniejsze. Wybitne osobniki tego gatunku kiedy mają do wykonania jakieś zadanie, zanim się go podejmą, zastanowią się kilkukrotnie czy ktoś nie mógłby zrobić tego za nich lub czy nie da się go wykonać zużywając mniej energii. Pozostałe osobniki nazywają taką istotę „pionierem” lub „wynalazcą” i wyciągają go na piedestał jako zbawiciela całego gatunku.

Bez wątpienia ogromne szanse na przejście do historii mają trzy osoby: Melanie Perkins, Cliff Obrecht, Cameron Adams. Jedyne co jest dla mnie niejasne w tej chwili to czy przejdą do historii pozytywnie i zapiszą jej w jej kartach złotymi zgłoskami, czy może dosłownie i już niebawem cały świat zapomni zarówno o nich, jak i ich dziecku – platformie Canva.

canva1

Początki

Canva to „amazingly simple graphic design software”, czyli aplikacja webowa, która została zaprojektowana w taki sposób, by człowiek który nie miał nigdy styczności z grafiką, był w stanie ją tworzyć i co ważne, by była ona przyjemna dla oka.

Potrzeba matką wynalazków.

Jakie to wszystko jest banalne. Rozejrzyj się dookoła. Zobacz z czym ludzie mają problem. Stwórz narzędzie które rozwiąże ich problem. Zostań właścicielem jednego z najdynamiczniej rozwijających się startupów na świecie.

No dobra, może trochę przesadzam, ale w taki właśnie sposób powstała Canva. Kiedy w 2012 roku Melanie Perkins ucząc korzystania z programów graficznych na University of Western Australia w Sydney spostrzegła, że studenci mają problem z opanowaniem podstaw, pewnie nie wiedziała jeszcze że zaledwie rok później będzie jedną ze współwłaścicieli serwisu mającego 750 tys. użytkowników.

Canva – nie, dziękuję

Porównywanie Canvy do takich narzędzi jak Photoshop, Gimp, Corel, Illustrator, Inkscape itp. nie ma największego sensu, ponieważ te aplikacje powstawały przy zupełnie różnych założeniach. Powiedzieć że ta platforma ma pewne ograniczenia, to tak jakby nic nie powiedzieć. Po pierwsze…

…no i tu zaczynają się schody. Z jednej strony chciałoby się powytykać wszelkie ograniczenia, np. brak możliwości dodawania własnych fontów, zapisywania palet kolorów, zmiana rozmiaru roboczego aktualnego projektu itd., ale z drugiej strony 99% randomowych użytkowników pewnie i tak jest nieświadomych faktu, że na świecie istnieją fonty inne niż Arial, Calibri, Times New Roman, więc nie jest to dla nich w żaden sposób wada, zresztą Canva cały czas się rozwija i to czego dziś jeszcze nie ma, już jutro może się pojawić jako standardowa funkcjonalność.

canva

Canva – tak, korzystam

Powiedziałem to… To trochę tak jakby kierowca rajdowy chwalił się że w swojej rajdówce ma zamontowaną automatyczną skrzynie biegów. Taka wypowiedź raczej naraziłaby go na zostanie obiektem kpin, żartów i uszczypliwych docinek, niżeli przyniosłaby mu szacunek w środowisku. Ja jednak uważam że najważniejsze jest osiągnięcie zamierzonego efektu, a sam proces który do tych efektów prowadzi jest nieistotny. Jeśli więc szukasz prostego w obsłudze narzędzia (a nie mam chyba nic bardziej intuicyjnego od interfejsu „przeciągnij i upuść”) do prostych projektów takich jak post na facebooku, czy np. slajd do prezentacji, to czym prędzej odwiedź stronę canva.com, gwarantuje że mile się zaskoczysz. Jeśli jesteś blogerem, studentem, uczniem, prowadzisz funpage, jest to narzędzie które bardzo ułatwi Ci życie. Znajdziesz tam ponad milion zdjęć, setki fontów, filtry zdjęć i mnóstwo darmowych ikon.

Na koniec chciałbym zaznaczyć ważną rzecz: to nie jest post sponsorowany. Polecam bo naprawdę jestem zadowolony.

Jeśli podobał Ci się ten tekst, możesz dać like’a, udostępnić go na facebooku, dodać się do newslettera (spokojnie ja tez nienawidzę spamu) i zasubskrybować mój kanał na youtube, bo już niebawem ruszamy ze strefą szkoleniową gdzie wspólnie będziemy uczyć się edycji grafiki! Warto więc być na bieżąco z informacjami. 🙂

Related Articles

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *